Obudzona słońcem zjadłam śniadanie na balkonie. Pełna zapału wybrałam się na mszę. I tu ciekawe, bo nigdzie nie ma porządku mszy świętych, nic też nie zgadza się z informacjami na stronie internetowej diecezji. Tak więc odwiedziłam pięć kościołów, brałam udział w dwóch mszach, w tym w jednej całej, w katedrze.
Ciekawy jest obyczaj praktykowany przez Włochów: przychodzenie na mszę na chwilę, wchodzenie podczas każdej jej części, wychodzenie. A do tego wiele osób dziś bawiło się komórkami, kiwało ze znudzenia (nawet ministranci), jeden pan ciągle podnosił sobie spodnie, które go opadały. A do tego wszystkiego ja prawie nic nie zrozumiałam ani z ewangelii, ani z kazania w tym pulijskim dialekcie.
Jak dobrze dzięki Twoim postom zaglądać na włoskie ulice! Bądź tu, pisz, pamiętaj o nas!
OdpowiedzUsuń