Zaczęłlyśmy z moją grecką współlokatorką Agni uczyć się włoskich gestów i wprowadzać je w życie. Na południu są one nieodłączną częścią komunikacji. WSZYSCY gestykulują.
Łatwo rozpoznać obcokrajowca, bo ten, nawet mówiąc po włosku nie używa rąk i nie stroi min...
Łatwo rozpoznać obcokrajowca, bo ten, nawet mówiąc po włosku nie używa rąk i nie stroi min...
Na targu trzeba uważać, bo gdy w jednym miejscu dużo ludzi zaczyna debatować, można dostać palcem w oko, albo w żebro łokciem...
Brzmi to zabawnie, ale jest prawdziwe.
Jeszcze jedno spostrzeżenie: w Foggi trzeba naprawdą dobrze siś orientować w przestrzeni. Nie ma tu informacji turystycznej, nawet informacji na dworcu. Bilety na autobus kupuje się w Barze Kiwi (oczywśicie tylko po włosku). Jeśli pani ekspedientka nie zna trasy, rozkladu jazdy, miejsca odjazdu autobusu (nie ma oficjalnych tablic, ponumerowanych przystanków), wszyscy zgromadzeni w barze i przed nim zaczynają debatować, kierować, radzić, pomagać... a jak sami nie wiedzą, dzwonią po znajomych lub zaprowadzają do baru na przeciw w celu udzielenia informacji.
Dodam jeszcze, że Włosi w Pugli są bardzo gościnni.
Kilka opanowanych w tym tygodniu gestów:
mamma mia, che schiffo (o nie)
Vai via (spadaj)
giusto, proprio (oczywiście)
perche (dlaczego)
rozstać się
lubić się
każdy Twój wpis przypomina mi jakąś sytuację z moich własnych doświadczeń z życia w Salerno :-) Nie sposób się nie uśmiechnąć i jakoś tak cieplej się na sercu robi:)
OdpowiedzUsuńOglądałam dwa razy - raz skupiając się na treści, a drugi raz już tylko i wyłącznie na machających łapkach (fakt, nie byłam wstanie zrobić tego jednocześnie ;)
OdpowiedzUsuń1:01-1:04 - bezcenne :D